reklama

O obiektywizmie refleksji kilka

Opublikowano: 25 styczeń 2012, 10:59 Kategoria Moim zdaniem
wilga
Ten artykuł przeczytasz w 2 - 4 min.

Od doświadczonego redaktora usłyszałam kiedyś, że ?tematy leżą na ulicy? i nie sposób się z tym nie zgodzić. Ale teraz powiem więcej. Czasem tematy same pukają do drzwi ? i nieważne, czy są to drzwi redakcji czy umysłu. Ważne, że w najmniej oczekiwanym momencie. Jedno wydarzenie z ostatniego piątku i jego echa, które nie milkną do dzisiejszego poranka, otworzyły w mojej głowie wiele szufladek i przyznam szczerze mam spory problem, żeby się zdecydować, do której zajrzeć głębiej i podzielić się refleksją.

 

Była sesja rady miasta, było spokojnie, a w finale wybuchła "śmierdząca bomba", którą ja, niedoświadczony pismak, postanowiłam opisać, bo kieruje mną tylko i wyłącznie pęd za sensacją. Długo nie trzeba było czekać na lawinę komentarzy z wyrokami Sądu Najwyższego w treści, odpowiednimi paragrafami, zarzutami o nieobiektywizm, opluwanie i zamach na dobre imię radnego. Po raz kolejny przekonałam się na własnej skórze, że dziennikarstwo lokalne to najgorszy kawałek medialnego tortu. Moją uwagę przykuł szczególnie aspekt obiektywizmu. Zaczęłam się zastanawiać, jak ten dziennikarski obiektywizm w wersji ?lokalnej?, powinien wyglądać, żeby wszyscy byli zadowoleni. Żeby, jak to mawiają, wilk był syty i owca cała ? czyli ludzie chcieli nas czytać, a samorządowcy chcieli jeszcze z nami później rozmawiać.

reklama


 

Odwróćmy więc sytuację. Gdybym w relacji z sesji nie wspomniała ani słowem o tym, co działo się w ?sprawach różnych?, pewnie znalazłby się ktoś życzliwy, kto z jednego IP pod różnymi nickami (niestety tak to w rzeczywistości wygląda) rzucałby hasła, że media są dla władzy, a nie dla obywateli, a ja osobiście trzymam sztamę z konkretną opcją polityczną w naszym mieście. Czy o taki obiektywizm Wam chodzi? Pewnie nie.

Idąc tropem komentatorów, próbowałam sobie wyobrazić, jak powinno wyglądać nasze relacjonowanie posiedzeń rad miast, gmin czy powiatu i innych wydarzeń, które rozgrywają się na forum publicznym. Czy cytując wypowiedzi radnych, powinnam sprawdzić i dociec na własną rękę, czy rację ma pan X, zarzucając panu Y to czy tamto? Bo jeśli nie ma racji, to wiadomość taka nie powinna ujrzeć światła dziennego. Czy kiedy jeden z radnych nazywa burmistrza Garwolina ?urzędasem?, to powinnam iść i sprawdzić, czy burmistrz na to pejoratywne określenie zasłużył i dopiero wtedy posiłkować się wypowiedzią radnego? Mówiąc szczerze, zaczęłam się też poważnie obawiać o byt telewizji w naszym kraju. W myśl tych głoszonych zasad, dziennikarze mogą mieć nie lada problem, żeby zweryfikować całe "błoto", którym niejednokrotnie obrzucają się politycy w sejmie czy komisjach do spraw wszelakich. Nie mówiąc już o tym, że chyba tracą sens wszystkie warte uwagi sprawy dla reportera.

Tak zupełnie po ludzku, rozumiem, gdzie jest pies pogrzebany. Zacytowałam wypowiedź mieszkanki Garwolina, która naraziła radnego na złą sławę. Zrobiła to jednak na forum publicznym, więc domniemywam, że bierze odpowiedzialność za swoje słowa. Ja się z jej opinią nie utożsamiam ? tak żeby było czarno na białym. Poza tym, jak podkreślał przewodniczący rady na sesji, każdy mieszkaniec na posiedzenie może przyjść, posłuchać i powiedzieć, co mu na sercu czy wątrobie leży. Hipotetycznie więc każdy mieszkaniec miasta mógł to usłyszeć na własne uszy i zobaczyć na własne oczy.

Ogromnym minusem jest to, że w tekście zabrakło relacji drugiej strony. I podpisuję się pod tym zdaniem z pełną świadomością. Marzeniem każdego dziennikarza jest, żeby strony konfliktu chciały z nim rozmawiać, żeby każdy zabrał głos. Ale gdyby odrzucić wszystkie tematy, w których ktoś ?odmawia udzielenia komentarza?, to Drodzy Czytelnicy, możecie niedługo nie mieć o czym czytać. De facto, wyjście radnego z sali było właśnie taką odmową.

Po cichu liczyłam i chyba wciąż jeszcze liczę, że radny będzie chciał się publicznie do sprawy odnieść. I wcale nie dlatego, żebym poczuła się lepiej, że nikomu nie zrobiłam żadnej krzywdy, tylko żeby obiektywizmowi dziennikarskiemu stało się zadość.

Justyna Dybcio

PS. Dla wytrwałych ? Tym, którzy chcą już krzyknąć, że się tłumaczę, od razu odpowiadam ? komentuję. Tak jak i Wy. Tyle tylko, że nie boję się pod tym podpisać imieniem i nazwiskiem.


Dodaj komentarz

Dodaj komentarz
reklama
reklama

TOP

reklama