sobota, 17 października 2026 16:54
Reklama
Reklama

Za czym kolejka ta stoi?

Tłum ustawiony przed drzwiami sklepu na długo przed jego otwarciem. Kolejka wije się, zakręca. Wśród oczekujących niepokój, lekkie zdenerwowanie? nie. Po prostu zdenerwowanie. Kartki w ręku ? na mięso, na cukier. A co jeśli okaże się, że nic nie ma? Puste półki? Zero? Znam to tylko z opowieści. Na szczęście nie poczułam szarej rzeczywistości PRL na własnej skórze. Żyłam ze świadomością, że te obrazki będę mogła zobaczyć tylko w telewizji , ewentualnie na zdjęciach. A tu proszę. Jak to mówią, w realu, przynajmniej raz w tygodniu, w naszym mieście, sceny jak za dawnych lat. Tylko asortyment nieco inny.

To już chyba trzeba nazwać fenomenem. Ciuchlandy najpierw zrobiły furorę na zachodzie, później zawitały do większych miast i na koniec z powodzeniem przyjęły się w takim miasteczku jak nasze. Zaczęłam je nawet liczyć, ale przy kilkunastu odpuściłam. Fakt, że w centrum miasta restauracja się nie utrzymała, a nie tak tani wcale ciuch radzi sobie świetnie też o czymś świadczy.

W sklepach pustki, chyba że właściciele zdecydują się na przeceny i wyprzedaże, a w ciuchlandach ruch jak w ulu. Tu dziś za pół ceny, tu za złotówkę, tam na wagę, a tu na sztukę. No i wreszcie ? nowa dostawa, czyli wszystkie chwyty dozwolone. Ta pani odkłada, inna dyskretnie podbiera. Próżno szuka przymierzalni, ale? właściwie po co? Od kiedy jesteśmy wstydliwym narodem i nie możemy się przebrać gdzieś w kącie? Zresztą liczy się czas. W ogóle wizyty w second-handzie to niezłe zawody - najpierw ćwiczenie cierpliwości przez drzwiami, później konkurs na spostrzegawczość połączony z grą na czas, bieg z przeszkodami, podnoszenie ciężarów (koszyk wypchany po brzegi może naprawdę sporo ważyć), czasem przyda się też skok w dal i poker face ? obowiązkowo. Nie daj po sobie poznać, że tam po prawo wisi prawie nowy sweterek Marks&Spencer za 8 złotych (na marginesie to już prawie tyle, co kilogram cukru). I ze sklepu wychodzi pan z panią i dwiema wielkimi reklamówkami.

I pewnie większość z was powie: to dlatego, że mamy kryzys. A i owszem. Od dwóch lat, ale nasze umiłowanie ciuchlandów to wcale nie jest efekt wdrożenia programów oszczędnościowych do domowych budżetów. Przynajmniej nie w całości. Ciuchland, w przeciwieństwie do Biedronki, nie jest sklepem dla biednych, albo inaczej ? także lubiany przez bogatych. (Na dowód, że temat jest głębszy polecam tekst kolegów po fachu ?Niunie z biurowców windują ceny w szmateksach? Metro 22 marca). Poza tym obawiam się, że dla wielu tournee po ciuchlandach staje się hobby, szafy wypełniają się rzeczami, których nigdy nie założymy. A pieniądze, które niby udało nam się zaoszczędzić, tak naprawdę wydaliśmy trzy razy.

Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział, że w Garwolinie second-hand zrobi taką karierę, to pewnie większość z nas popukałaby się w głowę. A jednak. Przyszła moda, do której o dziwo, bardzo szybko się przekonaliśmy. Czy to źle? Nie, wręcz przeciwnie. W ciuchlandach nie widzę nic złego ? wyjaśnienie dla wszystkich, którzy mnie spotkają, leniwie przewracającą wieszaki ? tylko, czy od razu musi to przypominać walkę o towar deficytowy. Nie dziś, to jutro ? też będzie dostawa.

Justyna Dybcio

 

Za czym kolejka ta stoi?

Tłum ustawiony przed drzwiami sklepu na długo przed jego otwarciem. Kolejka wije się, zakręca. Wśród oczekujących niepokój, lekkie zdenerwowanie? nie. Po prostu zdenerwowanie. Kartki w ręku ? na mięso, na cukier. A co jeśli okaże się, że nic nie ma? Puste półki? Zero?

Znam to tylko z opowieści. Na szczęście nie poczułam szarej rzeczywistości PRL na własnej skórze. Żyłam ze świadomością, że te obrazki będę mogła zobaczyć tylko w telewizji , ewentualnie na zdjęciach. A tu proszę. Jak to mówią, w realu, przynajmniej raz w tygodniu, w naszym mieście, sceny jak za dawnych lat. Tylko asortyment nieco inny.

To już chyba trzeba nazwać fenomenem. Ciuchlandy najpierw zrobiły furorę na zachodzie, później zawitały do większych miast i na koniec z powodzeniem przyjęły się w takim miasteczku jak nasze. Zaczęłam je nawet liczyć, ale przy kilkunastu odpuściłam. Fakt, że w centrum miasta restauracja się nie utrzymała, a nie tak tani wcale ciuch radzi sobie świetnie też o czymś świadczy.

W sklepach pustki, chyba że właściciele zdecydują się na przeceny i wyprzedaże, a w ciuchlandach ruch jak w ulu. Tu dziś za pół ceny, tu za złotówkę, tam na wagę, a tu na sztukę. No i wreszcie ? nowa dostawa, czyli wszystkie chwyty dozwolone. Ta pani odkłada, inna dyskretnie podbiera. Próżno szuka przymierzalni, ale? właściwie po co? Od kiedy jesteśmy wstydliwym narodem i nie możemy się przebrać gdzieś w kącie? Zresztą liczy się czas. W ogóle wizyty w second-handzie to niezłe zawody - najpierw ćwiczenie cierpliwości przez drzwiami, później konkurs na spostrzegawczość połączony z grą na czas, bieg z przeszkodami, podnoszenie ciężarów (koszyk wypchany po brzegi może naprawdę sporo ważyć), czasem przyda się też skok w dal i poker face ? obowiązkowo. Nie daj po sobie poznać, że tam po prawo wisi prawie nowy sweterek Marks&Spencer za 8 złotych (na marginesie to już prawie tyle, co kilogram cukru). I ze sklepu wychodzi pan z panią i dwiema wielkimi reklamówkami.

I pewnie większość z was powie: to dlatego, że mamy kryzys. A i owszem. Od dwóch lat, ale nasze umiłowanie ciuchlandów to wcale nie jest efekt wdrożenia programów oszczędnościowych do domowych budżetów. Przynajmniej nie w całości. Ciuchland, w przeciwieństwie do Biedronki, nie jest sklepem dla biednych, albo inaczej ? także lubiany przez bogatych. (Na dowód, że temat jest głębszy polecam tekst kolegów po fachu ?Niunie z biurowców windują ceny w szmateksach? Metro 22 marca). Poza tym obawiam się

Za czym kolejka ta stoi?

Tłum ustawiony przed drzwiami sklepu na długo przed jego otwarciem. Kolejka wije się, zakręca. Wśród oczekujących niepokój, lekkie zdenerwowanie? nie. Po prostu zdenerwowanie. Kartki w ręku ? na mięso, na cukier. A co jeśli okaże się, że nic nie ma? Puste półki? Zero?

Znam to tylko z opowieści. Na szczęście nie poczułam szarej rzeczywistości PRL na własnej skórze. Żyłam ze świadomością, że te obrazki będę mogła zobaczyć tylko w telewizji , ewentualnie na zdjęciach. A tu proszę. Jak to mówią, w realu, przynajmniej raz w tygodniu, w naszym mieście, sceny jak za dawnych lat. Tylko asortyment nieco inny.

To już chyba trzeba nazwać fenomenem. Ciuchlandy najpierw zrobiły furorę na zachodzie, później zawitały do większych miast i na koniec z powodzeniem przyjęły się w takim miasteczku jak nasze. Zaczęłam je nawet liczyć, ale przy kilkunastu odpuściłam. Fakt, że w centrum miasta restauracja się nie utrzymała, a nie tak tani wcale ciuch radzi sobie świetnie też o czymś świadczy.

W sklepach pustki, chyba że właściciele zdecydują się na przeceny i wyprzedaże, a w ciuchlandach ruch jak w ulu. Tu dziś za pół ceny, tu za złotówkę, tam na wagę, a tu na sztukę. No i wreszcie ? nowa dostawa, czyli wszystkie chwyty dozwolone. Ta pani odkłada, inna dyskretnie podbiera. Próżno szuka przymierzalni, ale? właściwie po co? Od kiedy jesteśmy wstydliwym narodem i nie możemy się przebrać gdzieś w kącie? Zresztą liczy się czas. W ogóle wizyty w second-handzie to niezłe zawody - najpierw ćwiczenie cierpliwości przez drzwiami, później konkurs na spostrzegawczość połączony z grą na czas, bieg z przeszkodami, podnoszenie ciężarów (koszyk wypchany po brzegi może naprawdę sporo ważyć), czasem przyda się też skok w dal i poker face ? obowiązkowo. Nie daj po sobie poznać, że tam po prawo wisi prawie nowy sweterek Marks&Spencer za 8 złotych (na marginesie to już prawie tyle, co kilogram cukru). I ze sklepu wychodzi pan z panią i dwiema wielkimi reklamówkami.

I pewnie większość z was powie: to dlatego, że mamy kryzys. A i owszem. Od dwóch lat, ale nasze umiłowanie ciuchlandów to wcale nie jest efekt wdrożenia programów oszczędnościowych do domowych budżetów. Przynajmniej nie w całości. Ciuchland, w przeciwieństwie do Biedronki, nie jest sklepem dla biednych, albo inaczej ? także lubiany przez bogatych. (Na dowód, że temat jest głębszy polecam tekst kolegów po fachu ?Niunie z biurowców windują ceny w szmateksach? Metro 22 marca). Poza tym obawiam się, że dla wielu tournee po ciuchlandach staje się hobby, szafy wypełniają się rzeczami, których nigdy nie założymy. A pieniądze, które niby udało nam się zaoszczędzić, tak naprawdę wydaliśmy trzy razy.

Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział, że w Garwolinie second-hand zrobi taką karierę, to pewnie większość z nas popukałaby się w głowę. A jednak. Przyszła moda, do której o dziwo, bardzo szybko się przekonaliśmy. Czy to źle? Nie, wręcz przeciwnie. W ciuchlandach nie widzę nic złego ? wyjaśnienie dla wszystkich, którzy mnie spotkają, leniwie przewracającą wieszaki ? tylko, czy od razu musi to przypominać walkę o towar deficytowy. Nie dziś, to jutro ? też będzie dostawa.

Justyna Dybcio

 

 

 

 

Za czym kolejka ta stoi?

Tłum ustawiony przed drzwiami sklepu na długo przed jego otwarciem. Kolejka wije się, zakręca. Wśród oczekujących niepokój, lekkie zdenerwowanie? nie. Po prostu zdenerwowanie. Kartki w ręku ? na mięso, na cukier. A co jeśli okaże się, że nic nie ma? Puste półki? Zero?

Znam to tylko z opowieści. Na szczęście nie poczułam szarej rzeczywistości PRL na własnej skórze. Żyłam ze świadomością, że te obrazki będę mogła zobaczyć tylko w telewizji , ewentualnie na zdjęciach. A tu proszę. Jak to mówią, w realu, przynajmniej raz w tygodniu, w naszym mieście, sceny jak za dawnych lat. Tylko asortyment nieco inny.

To już chyba trzeba nazwać fenomenem. Ciuchlandy najpierw zrobiły furorę na zachodzie, później zawitały do większych miast i na koniec z powodzeniem przyjęły się w takim miasteczku jak nasze. Zaczęłam je nawet liczyć, ale przy kilkunastu odpuściłam. Fakt, że w centrum miasta restauracja się nie utrzymała, a nie tak tani wcale ciuch radzi sobie świetnie też o czymś świadczy.

W sklepach pustki, chyba że właściciele zdecydują się na przeceny i wyprzedaże, a w ciuchlandach ruch jak w ulu. Tu dziś za pół ceny, tu za złotówkę, tam na wagę, a tu na sztukę. No i wreszcie ? nowa dostawa, czyli wszystkie chwyty dozwolone. Ta pani odkłada, inna dyskretnie podbiera. Próżno szuka przymierzalni, ale? właściwie po co? Od kiedy jesteśmy wstydliwym narodem i nie możemy się przebrać gdzieś w kącie? Zresztą liczy się czas. W ogóle wizyty w second-handzie to niezłe zawody - najpierw ćwiczenie cierpliwości przez drzwiami, później konkurs na spostrzegawczość połączony z grą na czas, bieg z przeszkodami, podnoszenie ciężarów (koszyk wypchany po brzegi może naprawdę sporo ważyć), czasem przyda się też skok w dal i poker face ? obowiązkowo. Nie daj po sobie poznać, że tam po prawo wisi prawie nowy sweterek Marks&Spencer za 8 złotych (na marginesie to już prawie tyle, co kilogram cukru). I ze sklepu wychodzi pan z panią i dwiema wielkimi reklamówkami.

I pewnie większość z was powie: to dlatego, że mamy kryzys. A i owszem. Od dwóch lat, ale nasze umiłowanie ciuchlandów to wcale nie jest efekt wdrożenia programów oszczędnościowych do domowych budżetów. Przynajmniej nie w całości. Ciuchland, w przeciwieństwie do Biedronki, nie jest sklepem dla biednych, albo inaczej ? także lubiany przez bogatych. (Na dowód, że temat jest głębszy polecam tekst kolegów po fachu ?Niunie z biurowców windują ceny w szmateksach? Metro 22 marca). Poza tym obawiam się, że dla wielu tournee po ciuchlandach staje się hobby, szafy wypełniają się rzeczami, których nigdy nie założymy. A pieniądze, które niby udało nam się zaoszczędzić, tak naprawdę wydaliśmy trzy razy.

Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział, że w Garwolinie second-hand zrobi taką karierę, to pewnie większość z nas popukałaby się w głowę. A jednak. Przyszła moda, do której o dziwo, bardzo szybko się przekonaliśmy. Czy to źle? Nie, wręcz przeciwnie. W ciuchlandach nie widzę nic złego ? wyjaśnienie dla wszystkich, którzy mnie spotkają, leniwie przewracającą wieszaki ? tylko, czy od razu musi to przypominać walkę o towar deficytowy. Nie dziś, to jutro ? też będzie dostawa.

Justyna Dybcio

 

 

 

 

 

, że dla wielu tournee po ciuchlandach staje się hobby, szafy wypełniają się rzeczami, których nigdy nie założymy. A pieniądze, które niby udało nam się zaoszczędzić, tak naprawdę wydaliśmy trzy razy.

Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział, że w Garwolinie second-hand zrobi taką karierę, to pewnie większość z nas popukałaby się w głowę. A jednak. Przyszła moda, do której o dziwo, bardzo szybko się przekonaliśmy. Czy to źle? Nie, wręcz przeciwnie. W ciuchlandach nie widzę nic złego ? wyjaśnienie dla wszystkich, którzy mnie spotkają, leniwie przewracającą wieszaki ? tylko, czy od razu musi to przypominać walkę o towar deficytowy. Nie dziś, to jutro ? też będzie dostawa.

Justyna Dybcio

 

 

 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Darek 21.10.2011 07:21
niestety w naszym mieście mamy ciuchlandy, banki, zakłady fryzjerskie .. hmmm i coraz więcej lokali do wynajęcia .. :)

Gośka 06.05.2011 13:14
świetny artykuł. stałam kilka razy w tej kolejce i nie polecam:)

Reklama
Reklama
KOMENTUJECIE
Autor komentarza: wierny Treść komentarza: Jeśli kogoś nie stać aby opłacić grób to znaczy, że można ten grób zniszczyć i pamięć o tym zmarłym może wylądować na złomowisku lub śmietniku? Czy to jest zachowanie po chrześcijańsku? Data dodania komentarza: 17.10.2026, 15:08 Źródło komentarza: Zniszczenie zabytkowego nagrobka w Garwolinie. Konserwator zawiadomił prokuraturę Autor komentarza: Polak Treść komentarza: Coś niepokojącego dzieje się w mieście, które słynęło z wielkiej pobożności mieszkańców Garwolina. Usuwane są krzyże z ulic. Demolowanie są pomniki , które lądują na złomowisku. Jak tak dalej będzie to skutki tak haniebnych czynów mogą przynieść wielkie spustoszenie dla tego miasta. Nie postępujcie tak dalej! Zaprzestańcie tych haniebnych czynów! Data dodania komentarza: 17.10.2026, 15:04 Źródło komentarza: Dwa nowe ronda w Garwolinie? Radni jednogłośnie poparli rozpoczęcie przygotowań Autor komentarza: Rolnik z PiS Treść komentarza: narodowość 28-latka? Data dodania komentarza: 17.10.2026, 13:19 Źródło komentarza: 1,7 promila i ucieczka przed policją. Funkcjonariusze przerwali niebezpieczną jazdę po drodze ekspresowej Autor komentarza: ubogi człowiek Treść komentarza: Tak w ogóle to bardzo ładny ten nagrobek. Unikat. I ten krzyż jest piękny. Szkoda, że tak się stało. Jeśli tak dalej będzie to groby tych, którzy nie mają rodzin będą z czasem lądować na złomowisku czy śmietniku. Czy tak winno być? Data dodania komentarza: 17.10.2026, 10:13 Źródło komentarza: Zniszczenie zabytkowego nagrobka w Garwolinie. Konserwator zawiadomił prokuraturę
Reklama
Reklama