Wojtek Baduchowski dobrze zna garwolińską publiczność. Od dwóch dekad spotyka się z nią podczas corocznych koncertów z przyjaciółmi w Centrum Sportu i Kultury, a od trzech lat występuje w plenerze z piosenkami Klenczona, na Skwerze Solidarności, na którym artysta lubi występować, ponieważ jest wtedy blisko swoich słuchaczy.
Ze sceny popłynęły znane piosenki Klenczona takie jak „10 w skali Beauforta”, „Nie licz dni”, „Ballada pasterska”, „Powiedz stary, gdzieś ty był”. Kiedy na scenę wchodziły Antonina, Helena i Aniela utwory zmieniały nieco charakter. Pojawiły się nowsze piosenki nie tylko Polskie, ale też zagraniczne, takie jak „Begged” i „The cure” Olivii Rodrigo czy „Nowe dni” z filmu Disneya. Na koncercie Wojtka Baduchowskiego nie mogło zabraknąć klasyki polskiego rocka, zatem wybrzmiały takie piosenki jak „Mieć czy być”, „Nie mogę Ci wiele dać”. Młode artystki nie tylko śpiewały, ale też grały na instrumentach. Każda z nich miała swój moment na scenie, a najmłodsza Anielka z rozbrajającą autentycznością rozmawiała z widownią.
Artyści podczas koncertu przeganiali także deszcz, który nieśmiało pojawiał się nad Garwolinem. Kiedy nad Skwerem Solidarności pojawiły się pierwsze krople, publiczność odpowiedziała parasolami, ale nikt nie ruszył do wyjścia. Ostatnie utwory wybrzmiały już w przyjemnej bezdeszczowej aurze. Na finał cała czwórka zaśpiewała „Ostatnią nadzieję” Sanah i Dawida Podsiadły. Po ostatnich dźwiękach dziewczynki podziękowały swojej mamie za wsparcie. Kilkuletnia Anielka zaprosiła w swoim stylu na kolejne muzyczne spotkania.
– Wszyscy mają być na następnym koncercie. Wszyscy bez wyjątku! – powiedziała do mikrofonu.
I trudno było o lepsze zakończenie tego rodzinnego koncertu. Było w nim miejsce na piosenki znane od lat, nowe muzyczne inspiracje, wspólne granie i spontaniczny kontakt z publicznością. A jeśli wierzyć Anielce, na tym spotkanie Baduchowskich z garwolińską publicznością jeszcze się nie kończy.
mat. pras.


Napisz komentarz
Komentarze