Dlaczego właśnie jesień?
Latem skóra pracuje w trudnych warunkach. Promieniowanie UV, pot, słona lub chlorowana woda i kilka warstw filtra dziennie robią swoje. Po wakacjach wiele osób zauważa poszerzone pory, zaskórniki, szarawy koloryt i przesuszenie, mimo że przez całe lato dbały o nawilżenie.
Jesień przynosi też praktyczną zmianę. Słońce jest słabsze, opalenizna stopniowo znika, a my spędzamy więcej czasu w pomieszczeniach. To ułatwia zabiegi seryjne, między którymi skóra powinna unikać intensywnej ekspozycji na UV. Dlatego kosmetolodzy często mówią, że sezon na poważniejszą pielęgnację zaczyna się wtedy, gdy kończy się sezon plażowy.
Od czego zacząć? Od rozmowy, nie od zabiegu
Najczęstszy błąd to wybieranie zabiegu na podstawie reklamy albo tego, co zrobiła koleżanka. Tymczasem to, co sprawdzi się na jednej skórze, na innej może nie dać efektu albo ją podrażnić. Dlatego pierwsza wizyta powinna zaczynać się od konsultacji: oceny rodzaju i stanu cery, wywiadu o lekach, chorobach, ciąży czy skłonności do przebarwień oraz pytania o to, czy skóra była niedawno opalana.
Tak pracuje się na przykład w salonie Angel (kosmetolog Garwolin), gdzie przed pierwszym zabiegiem ustala się, od czego zacząć i jak rozłożyć kolejne wizyty w czasie. To szczególnie ważne, gdy w planie są dwa różne zabiegi, a oba mają dotyczyć twarzy. Wtedy odstępy między nimi dobiera specjalista, a nie przypadek w kalendarzu.
Twarz po lecie: dokładne oczyszczenie na start
Każda dalsza pielęgnacja, od serum w domu po zabiegi odmładzające w gabinecie, działa lepiej na skórze, która jest dokładnie oczyszczona. Po lecie w porach zalega mieszanka sebum, martwego naskórka i resztek kosmetyków. Samo domowe mycie nie usunie jej w całości.
Dobrym punktem wyjścia jest oczyszczanie wodorowe. Zabieg polega na podawaniu na skórę strugi wody wzbogaconej aktywnym wodorem pod zwiększonym ciśnieniem, co pozwala wypłukać zanieczyszczenia z porów i usunąć zaskórniki. Jest bezbolesny, nie zostawia zaczerwienienia na kilka dni i nie wymaga rekonwalescencji, więc można go zrobić w przerwie od pracy. Efekt w postaci gładszej, odświeżonej skóry widać już po pierwszej wizycie, a przy cerze tłustej lub mieszanej zabieg dobrze sprawdza się w regularnych odstępach.
Oczyszczanie to też dobry moment, żeby zobaczyć, czego skóra potrzebuje dalej. Na czystej cerze łatwiej ocenić, czy priorytetem jest nawilżenie, złuszczanie czy zabiegi przeciwstarzeniowe.
Ciało: najlepszy moment na start depilacji laserowej
W przypadku depilacji laserowej jesień ma jeden bardzo konkretny argument: czas. Włosy rosną cyklicznie, a laser działa na te, które w danym momencie są w fazie wzrostu. Dlatego potrzebna jest seria zabiegów, najczęściej 6–8, wykonywanych w odstępach kilku tygodni. Całość trwa więc kilka miesięcy.
Proste wyliczenie: zaczynając we wrześniu lub październiku, serię można zakończyć przed majem. Oznacza to lato bez maszynki, wosku i podrażnień, zamiast rozpoczynania zabiegów wtedy, gdy krótkie spodenki już leżą na wierzchu.
Druga sprawa to słońce. Nowoczesne lasery pozwalają wykonywać zabiegi przez cały rok i na różnych fototypach skóry, ale świeżo opalona skóra i intensywne słońce między sesjami zawsze wymagają ostrożności oraz rygorystycznej ochrony przeciwsłonecznej. Jesienią i zimą jest to po prostu łatwiejsze do utrzymania, a skóra spokojniej przechodzi przez całą serię.
Depilacja laserowa sprawdza się na wielu partiach ciała. Najczęściej wybierane są pachy, bikini, nogi i twarz, a coraz częściej na zabiegi decydują się także mężczyźni, zmęczeni codziennym goleniem i wrastającymi włoskami.
Jesienny plan w trzech krokach
Konsultacja: ocena skóry, wywiad, ustalenie harmonogramu.
Oczyszczanie twarzy: usunięcie skutków lata i przygotowanie skóry do dalszej pielęgnacji.
Start serii laserowej: tak, żeby zakończyć ją przed kolejnym sezonem letnim.
Najwięcej pracy nad skórą da się wykonać właśnie wtedy, gdy nikt jeszcze nie myśli o kolejnym lecie. Kto zacznie teraz, w maju będzie zbierał efekty, zamiast umawiać pierwszą wizytę.
Tekst płatny



Napisz komentarz
Komentarze