wtorek, 17 marca 2026 05:53
Reklama
Reklama

WG Patronat: Enej da z siebie wszystko

W sobotę Garwolin, w następnym tygodniu Londyn. Od czasu "Must be the music" nie mają zbyt wiele czasu na odpoczynek. Ale im w to graj. Wreszcie spełniają się wszystkie marzenia. Z zespołem Enej rozmawia Justyna Dybcio   Zaczynam od końca, ale dla Was tak naprawdę to chyba nowy początek. Jak się czujecie po wielkim sukcesie w "Must be the music" ?   Po wygranej w "Must be the music" czujemy się o dziwo nadzwyczaj normalnie. Już przyzwyczailiśmy się do myśli, że to właśnie my wygraliśmy ten program. Ale nie spoczywamy na laurach. Dla nas to dopiero początek, a tak dokładniej to początkiem był koncert na zeszłorocznym "Przystanku Woodstock". Wtedy uwierzyliśmy w swoje siły na maxa i postanowiliśmy iść na całość. A więc najpierw Woodstock, potem "Must be the music" a teraz mnóstwo koncertów i naprawdę ciężka praca przed nami.

 

Życie wywrócone do góry nogami? Jak teraz wygląda?

My zawsze chcieliśmy żyć z tego, co nam przynosi wielką radość - czyli z muzyki! Teraz powoli spełniają się nasze marzenia i staje się to bardzo realne. Czy życie wywróciło się do góry nogami? Raczej nie. Mamy więcej koncertów, nie mamy za wiele czasu wolnego, żeby spędzić go w domu, ze znajomymi albo z rodziną. Ale jak już jesteśmy w domu, to możemy spokojnie sobie wyjść do sklepów, do kina. Studia postaramy się zakończyć w miarę możliwości, są jeszcze sesje poprawkowe, miejmy nadzieje, że jakoś damy rade (śmiech).

Czy macie czas na odpoczynek? Jak wygląda tydzień z życia zespołu?

Od początku maja jesteśmy po 2 dni w tygodniu w domu. Przez ten czas każdy stara się załatwić wszystkie swoje sprawy, Bolek (perkusista) wreszcie może spotkać się ze swoim nowo narodzonym synkiem - Stasiem. Na razie jest to wszystko nieregularne, nie mamy ustalonych godzin bycia w domu, godzin pracy. Musielibyśmy opowiedzieć o każdym tygodniu z życia Eneja, bo każdy się od siebie różni.

Jakie macie plany na przyszłość?

Dla nas priorytetem jest granie koncertów, a co za tym idzie zdobywanie nowej publiczności. Ludzie, którzy nas poznali w programie często myślą, że mamy tylko te piosenki, co zostały wykonane w programie. Swoimi koncertami chcemy pokazać, że nie tylko gramy dobry około półtoragodzinny występ. Bardzo się cieszymy z tego, że wypromowała nas telewizja i zaczęliśmy się pojawiać w niej częściej,ale dla nas jest to tylko dodatek do tego co robimy i chcemy robić. Telewizje traktujemy jako coś pomocniczego do dotarcia większej liczby osob, ale piorytetem są koncerty!

Laureaci takich programów jak "Must be the music" często mają swoje 5 minut, a chwilę później słuch po nich ginie. Z wami będzie inaczej?

Nas różni to od innych laureatów podobnych programów w telewizji, że mieliśmy już gotowy materiał i mieliśmy już sporą część publiczności. Bardzo miłe jest to, że dzień po wygranej w "Must be the music" zaczęto nas grać w komercyjnych rozgłośniach radiowych bez telewizyjnej ingerencji. Czy mamy plan jak pozostać na scenie? Recepta jest jedna! Trzeba zawsze być szczerym w tym co się robi i pozostać sobą. My właśnie pozostaniemy sobą i będziemy dalej grać po swojemu, nie patrząc się na innych. Już powoli przygotowujemy materiał na trzecią płytę, ale to naprawdę bardzo powoli (śmiech). Niedawno wydaliśmy płytę "Folkorabel", w naszym mniemaniu jest ona w miarę świeża, więc na razie chcemy ją promować na koncertach.

Polak-Ukrainiec dwa bratanki? To pytanie pewnie pada za każdym razem, więc żeby tradycji stało się zadość. Skąd w waszej muzyce ukraińskie inspiracje?

Piotrek "Lolek" Sołoducha oraz jego brat Paweł "Bolek" Sołoducha mają ukraińskie korzenie po dziadkach a Mirosław "Mynio" Ortyński urodził się na Ukrainie, stosunkowo niedawno otrzymał polskie obywatelstwo. Od małego w domu zawsze była muzyka ukraińska, folkowa. W domu rozmawia się w języku ukraińskim, święta w obrządku greko-katolickim itd. W tej muzyce czujemy się najbardziej sobą i możemy nią przekazać wszystko, co chcielibyśmy aby było przekazane. Chyba nie spotkaliśmy się z jakimś bardzo negatywnym przyjęciem naszej muzyki, języka albo kultury. Owszem, bywają wyjątki, ale to naprawdę znikome przypadki. Polska i Ukraina ma naprawdę wiele wspólnego. My jesteśmy żywym przykładem, że można żyć, pracować, bawić się i płakać razem, nie patrząc na bariery jakie postawiła nam ciężka historia obu narodów.

Czego możemy się spodziewać na sobotnim koncercie?

Mieszkańcy Garwolina mogą spodziewać się napewno ogromnej dawki pozytywnej energii idącej ze sceny - od nas. Obiecujemy, że damy z siebie wszystko, tak jak na każdym koncercie, a nawet postaramy się jeszcze bardziej, mocniej, więcej!

foto: Daria&Delfin, źródło: www.enej.pl


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
KOMENTUJECIE
Autor komentarza: Jan NiezbędnyTreść komentarza: Tak bo ma w tym swój koci interesData dodania komentarza: 16.03.2026, 20:31Źródło komentarza: Spór o historyczny bruk przy dawnej pralni w Koszarach. Była kontrola konserwatoraAutor komentarza: Kasandra IITreść komentarza: W sedno sprawy. Należy ponadto zauważyć, iż Pani Starosta w bardzo nieelegancki sposób potraktowała także Egona. Widać, iż nie potrafi zapanować nad emocjami ale w dalszym ciągu ślepo brnie dalej w tym kierunku. Ta pułapka psychologiczna, która miała wg mnie wytrącić z równowagi Pana Przewodniczącego, Panią Karolinę i Radnego Marcina Kobusa przyniosła wręcz odwrotny skutek, gdyż w/w osoby zachowały spokój. To wyraźna analogia do sytuacji, gdy niegdyś Roman Giertych z mównicy sejmowej skutecznie wytrącił z równowagi Jarosława Kaczyńskiego (Jarku, złaź z mównicy). Pani Starosto, spróbuje Pani wznieść się ponad podziałami i działać dla dobra mieszkańców powiatu. PS bardzo mi się podoba, jak zwraca się Pani na sesji do "swoich" radnych per Mirku, Norbercie, Sebastianie - jakież to romantyczne....Data dodania komentarza: 16.03.2026, 20:16Źródło komentarza: Radni nie głosowali nad odwołaniem. Michał Pałyska nadal przewodniczącymAutor komentarza: Obserwator ABCTreść komentarza: To symptomatyczne. Zawody sportowe wstrzymywaly wojny i spory. A zawodnicy dumni byli reprezentujac swoje barwy. Po raz pierwszy barwy powiatu zostały zamarznięte przez chciwość jednostki. Jej bylejakość odrzuciła jednak wszystkich i nikt nie pragnie prezentować tych barw hańba. Smutne brzemię agresywnej głupoty, braku samokrytyki i pogoni za własną kasą. Obraz przeraża.Data dodania komentarza: 16.03.2026, 19:32Źródło komentarza: Gmina Łaskarzew najlepsza pod samorządową siatkąAutor komentarza: Obywatel PiszczykTreść komentarza: Wreszcie Bedok wyznał prawdę, że marzy mu się powrót do siermiężnego i szarego PRL-u. Stwierdza nawet, że wtedy było mniej biurokracji. Zapomina dodać, że na biurokracji i magii urzędniczej pieczątki był on zbudowany. Tak samo zapomina o tym, że wybierając się do urzędu, najlepiej było zabrać ze sobą deficytową kawę lub czekoladę. Również aby dostać coś z pod lady w sklepie dobrze było mieć suwenir lub znajomości. O paszporcie na komendzie MO i kolejkach pod ambasadami po wizy nie wspomnę. Talon na samochód i skierowanie na wczasy do Bułgarii to był szczyt marzeń Nieco mniejszy był przydział na węgiel czy nawozy. Powrót do takiej rzeczywistości marzy się Bedokowi i jemu podobnym. Kto miał pieczątkę lub stanowisko ten miał władzę. Ale nawet stanowisko kierownika w sklepie czy składzie budowlanym dawało duże możliwości. Zaradność i kombinatorstwo liczyło bardziej niż wiedza i wykształcenie. Zresztą, kto nie pamięta popularnych powiedzonek, o maturze czy PKS-ie. Oczywiście znacząca większość obywateli musiał bo nie miała innego wyjścia przystosować się do panującego systemu, marząc, że kiedyś będzie i u nas tak jak na Zachodzie. Zachodzie, który władza i media próbowały obywatelom zohydzić przedstawiając go jako zgniły kapitalizm. Kapitalizm , w którym rządzi wyzysk i demoralizacja. Dzisiaj w ten sam sposób próbuje się przedstawić Polakom Unię Europejską, czy też poszczególne kraje w tzw. prawdziwie polskich mediach lub tzw. mediach narodowych. Na szczęście wielu ludzi pamięta czas PRL-u a młodzież może przekonać się jak żyją ich równolatkowie we Francji, Włoszech, Hiszpanii czy Portugalii choćby korzystając z programu Erasmus. Polska dzięki wejściu do Unii bardzo się zmieniła. Zniknęły dziurawe jezdnie i chodniki oraz odrapane fasady kamienic czy bloków. Po prostu staliśmy się częścią europy, nie tylko geograficznie ale i gospodarczo i politycznie. Tylko to prawo. Prawo, które nie pozwala kraść i kombinować. Prawo, które nakazuje rozliczyć się z otrzymanych środków co do euro. Prawo, które mówi, że członkostwo w Unii to nie tylko czerpanie korzyści finansowych ale i przestrzeganie Unijnego praw, które jest uchwalane przez wspólny Parlament lub traktaty podpisywane i ratyfikowane przez wszystkie państwa. I tak jak prawo poszczególnych państw jest zmieniane tak i prawo unijne podlega zmianom, w którym uczestniczą wszyscy członkowie Unii. Niestety prawo i standardy unijne nie są do zaakceptowania dla niektórych w Polsce, nawet jeśli to prawo i standardy akceptowali i podpisywali ich przedstawiciele. Dlatego wolą Polexit niż członkostwo w Unii. Wolą ryzyko powrotu do tego co było lub sen o Polsce od morza do morza. Więc wszystko albo nic. Oby tylko nasi wnukowie nie ocenili nas słowami Wyspiańskiego “Miałeś, chamie, złoty róg, miałeś, chamie, czapkę z piór: czapkę wicher niesie, róg huka po lesie, ostał ci się ino sznur, ostał ci się ino sznur.”Data dodania komentarza: 16.03.2026, 18:07Źródło komentarza: Radni nie głosowali nad odwołaniem. Michał Pałyska nadal przewodniczącym
Reklama
Reklama