wtorek, 17 marca 2026 05:54
Reklama
Reklama

Geolog znany ze świetnego dubbingu

A w szufladzie papiery na gaz łupkowy. Jest aktorem, choć od grania na deskach teatru chwilowo odpoczywa, reżyserem i mistrzem w swoim fachu ? dubbingu. Z Wojciechem Paszkowskim o pracy w teatrze, przy mikrofonie i warsztatach artystycznych w Miętnem rozmawia Eugeniusz Lisowiec.   Eugeniusz Lisowiec.: Jak to się wszystko zaczęło? Wojciech Paszkowski.: W podstawówce założyliśmy kabaret. Uważam, że aby zostać aktorem, trzeba w podstawówce założyć kabaret. Występowaliśmy oczywiście na akademiach i innych szkolnych uroczystościach. Teksty czerpaliśmy z Jonasza Kofty i Stefana Friedmana. Oni w radiowej trójce robili ?Fachowców?. Zacząłem się uczyć gry na fortepianie, ale szybko mi przeszło, bo bardzo nie lubiłem ćwiczyć gam. Po podstawówce poszedłem do technikum geologicznego, które oczywiście skończyłem. Jestem więc wykształconym geologiem. Wiertnik, poszukiwacz nafty i gazu.

 

E.L.: Na dzisiejsze czasy, dobry zawód.

W.P.: Tak mam papiery na gaz łupkowy. Zdawałem na uniwerek, na wydział geologii, ale się nie dostałem. Zacząłem pracować za biurkiem. Po paru miesiącach pracy, zastanawiałem się, czy ja naprawdę chcę być tym geologiem. Często wracałem myślami do naszego szkolnego kabaretu. Wróciło też do mnie, ze chciałem być aktorem. Zacząłem chodzić do szkoły teatralnej. Tam była poradnia, co środę. Ktoś mi powiedział, że nie jest źle i żebym przygotowywał się do egzaminów. O dziwo, za pierwszym razem się dostałem. Później był stan wojenny, w którym los nas przeczołgał. Dyplom uzyskałem w 1986 roku.

E.L.: Czy to było słynne przedstawienie dyplomowe ?Złe zachowanie??

W.P.: Za to przestawienie zabraliśmy się już na trzecim roku studiów. Zajęcia z piosenki mieliśmy od drugiego roku z Andrzejem Strzeleckim, dzisiejszym rektorem tej uczelni. On miał inne podejście do piosenki niż pozostali profesorowie. Nauczył nas śpiewania wielogłosowego. Było u nas parę osób, które dobrze śpiewały. To oczywiście Józek ? czyli Janusz Józefowicz, była Kaśka Figura, Ania Majcher, Maniek Czajka. I przyszedł dyplom i ?Złe zachowanie?, które zaczęliśmy robić. Materiał tego przestawienia bardzo się nam podobał. Baliśmy się jednak, że temu nie podołamy. Przecież to znakomitość brodwayowska. Trudna do zaśpiewania i nie tylko. Józek zrobił świetną choreografię i poszło.

E.L.: A po dyplomie?

W.P.: To już się potoczyło. Na pewno wpływ miał sukces ?Złego zachowania?. Strzelecki stworzył niezłą grupę wokalną. Następnie ?Widok z mostu? grany w warszawskim Teatrze Powszechnym. Od 1987 związałem się z Teatrem Rampa, a od 2000 roku stale współpracuję z Teatrem Muzycznym Roma, gdzie grałem w musicalu ?Piotruś Pan?, razem z synem Jaśkiem. To niezwykłe. Na scenie razem ojciec i syn. I dalej w ?Crazy for You?, ?Grease?, w przedstawieniu reżyserowanym przez Olafa Lubaszenko ?Pięciu Braci?, w przedstawieniu ?Cohen?, w ?Kotach?, w ?Tańcu Wampirów?, w musicalu Akademia Pana Kleksa oraz w ostatniej premierze Romy ? ?Upiór w Operze?. Wielokrotnie występowałem w koncertach galowych Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. I tak się stało, że od jedenastu lat nie jestem na etacie. Taki wolny strzelec.

E.L.: Ma pan opinię mistrza dubbingu. Jak zaczęła się ta przygoda, która stała się obecną profesją?

W.P.: To była połowa lat dziewięćdziesiątych. Przyszła do nas do teatru Miśka Aleksandrowicz i zaproponowała mi współpracę. Nigdy wcześniej nie zajmowałem się dubbingiem. Zaczynałem od jakiejś tam gwary, później małe rólki, a skończyło się tym, ze całkowicie zająłem się dubbingowaniem i jeszcze reżyseruję. Mam przyjemność pracować dla Disneya, między innymi w filmach ?Potwory i spółka?, ?Harry Potter i Kamień Filozoficzny? czy ?Madagaskar?. Można mnie było także usłyszeć w wielu serialach animowanych i reżyserowałem takie hity jak chociażby ?Gnomeo i Julia?.

E.L.: Jak się reżyseruje w dubbingu?

W.P.: To zależy z kim się gra. Jak mam do czynienia z fantastycznym aktorem, bardzo zdolnym, to sama przyjemność. Wówczas rola reżysera sprowadza się, do tego aby czuwać nad poprawnością dubbingu. Żeby było wszystko synchronicznie, w odpowiednich odległościach, długościach, odbiciach. Natomiast, jeżeli zdarza się, ze mam za mikrofonem aktora, który dopiero zaczyna, to muszę go poprowadzić. Tak było np. z Nataszą Urbańską, która grała Julię. Wtedy stawiała pierwsze kroki w dubbingu. Nie wiedziała, co ma być dłużej, co ma być krócej, co ma być głośniej, co ma być ciszej. I ja reżyserując jestem za to odpowiedzialny, aby wyszło i było dobrze.

E.L.: Dubbing jest teraz jedyną dziedziną aktorstwa jaką pan uprawia?

W.P.: Zdecydowanie, tak. I jak na razie nie chce grać w teatrze, bo cenię sobie to, że mam wieczory wolne. Oczywiście nie pozrywałem kontaktów teatralnych. Ale jak na razie jest jak jest. Bo było tak. Pracowałem od poniedziałku do piątku jako aktor i reżyser w dubbingu, a wszystkie pozostałe wieczory spędzałem jako aktor Teatru Muzycznego Roma. Jak przychodziły weekendy, to też grałem w przedstawieniach. Często po dwa dziennie. I jak popatrzyłem wstecz, to od dłuższego czasu, nie miałem wolnego dnia. I nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla rodziny. Nie zauważyłem, kiedy mi dzieci urosły, osiwiały itd. itd. I zrozumiałem, że muszę z czegoś zrezygnować, z czegoś co daje mi mniejszą frajdę.

E.L.: Dubbingowane są nie tylko filmy, seriale, ale i gry komputerowe. Jak to się robi?

W.P.: Gry komputerowe to jest taka dziwna praca. Nagrywa się dźwięk polski, mając w słuchawce dźwięk w wersji oryginalnej. Często w angielskiej. I trzeba się w tym samym czasie zmieścić, żeby nie było różnicy wersji oryginalnej a polskiej. Najdziwniejsze są gry wojenne np. żołnierza. Kiedyś zaproszono mnie do takiej gry. Tam było dwa tysiące wersów. To jest bardzo dużo, mniej więcej sto stron tekstu. No dobrze, to świetnie mówię. Jakieś pieniądze z tego będą. Później się okazało, ze na te dwa tysiące wersów, takich tekstów mówionych było ze dwieście np. rozkazy, przyjąłem, atakować, kryj się. Te teksty nie mówi się, tylko krzyczy. Po takim nagraniu, można sobie wziąć dwa dni wolnego, bo człowiek ma zdarte gardło do spodu. A pozostałe tysiąc osiemset, to są reakcje takie jak: ach, och, yyy, ooo, stęki, jęki. Takie dziwne rzeczy. I to trzeba wyartykułować.

E.L.: Na warsztatach artystycznych w Miętnem prowadzi Pan zajęcia aktorskie. Na jakim materiale pracujecie?

W.P.: Są dwie kategorie wiekowe. Dzieci młodsze i dzieci starsze. Już w Warszawie z Januszem Józefowiczem postanowiliśmy, że świetnym materiałem dla dzieci młodszych, będą fragmenty z Piotrusia Pana wg Jeremiego Przybory i z muzyka Janusza Stokłosy. Zresztą sam grałem w tym przedstawieniu. Ze starszą grupą pracujemy w oparciu o ?Bramy Raju? do prozy Jerzego Andrzejewskiego i muzyki Janusza Stokłosy. W tym przypadku, nie mamy się do czego odnieść i wszystko będziemy robili od początku. Jak to wypadnie, sam nie wiem. To trudne zadanie aktorskie i stawiające wyzwanie. Będzie można to zobaczyć i ocenić na pokazie.

E.L.: Trzy rady dla młodych artystów?

W.P.: Wierzyć w siebie, nie ufać innym i dużo pracować.

foto archiwum prywatnego autora


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Czytelnik 09.07.2011 22:55
To już nie macie co wrzucić na stronę?

Reklama
Reklama
KOMENTUJECIE
Autor komentarza: Jan NiezbędnyTreść komentarza: Tak bo ma w tym swój koci interesData dodania komentarza: 16.03.2026, 20:31Źródło komentarza: Spór o historyczny bruk przy dawnej pralni w Koszarach. Była kontrola konserwatoraAutor komentarza: Kasandra IITreść komentarza: W sedno sprawy. Należy ponadto zauważyć, iż Pani Starosta w bardzo nieelegancki sposób potraktowała także Egona. Widać, iż nie potrafi zapanować nad emocjami ale w dalszym ciągu ślepo brnie dalej w tym kierunku. Ta pułapka psychologiczna, która miała wg mnie wytrącić z równowagi Pana Przewodniczącego, Panią Karolinę i Radnego Marcina Kobusa przyniosła wręcz odwrotny skutek, gdyż w/w osoby zachowały spokój. To wyraźna analogia do sytuacji, gdy niegdyś Roman Giertych z mównicy sejmowej skutecznie wytrącił z równowagi Jarosława Kaczyńskiego (Jarku, złaź z mównicy). Pani Starosto, spróbuje Pani wznieść się ponad podziałami i działać dla dobra mieszkańców powiatu. PS bardzo mi się podoba, jak zwraca się Pani na sesji do "swoich" radnych per Mirku, Norbercie, Sebastianie - jakież to romantyczne....Data dodania komentarza: 16.03.2026, 20:16Źródło komentarza: Radni nie głosowali nad odwołaniem. Michał Pałyska nadal przewodniczącymAutor komentarza: Obserwator ABCTreść komentarza: To symptomatyczne. Zawody sportowe wstrzymywaly wojny i spory. A zawodnicy dumni byli reprezentujac swoje barwy. Po raz pierwszy barwy powiatu zostały zamarznięte przez chciwość jednostki. Jej bylejakość odrzuciła jednak wszystkich i nikt nie pragnie prezentować tych barw hańba. Smutne brzemię agresywnej głupoty, braku samokrytyki i pogoni za własną kasą. Obraz przeraża.Data dodania komentarza: 16.03.2026, 19:32Źródło komentarza: Gmina Łaskarzew najlepsza pod samorządową siatkąAutor komentarza: Obywatel PiszczykTreść komentarza: Wreszcie Bedok wyznał prawdę, że marzy mu się powrót do siermiężnego i szarego PRL-u. Stwierdza nawet, że wtedy było mniej biurokracji. Zapomina dodać, że na biurokracji i magii urzędniczej pieczątki był on zbudowany. Tak samo zapomina o tym, że wybierając się do urzędu, najlepiej było zabrać ze sobą deficytową kawę lub czekoladę. Również aby dostać coś z pod lady w sklepie dobrze było mieć suwenir lub znajomości. O paszporcie na komendzie MO i kolejkach pod ambasadami po wizy nie wspomnę. Talon na samochód i skierowanie na wczasy do Bułgarii to był szczyt marzeń Nieco mniejszy był przydział na węgiel czy nawozy. Powrót do takiej rzeczywistości marzy się Bedokowi i jemu podobnym. Kto miał pieczątkę lub stanowisko ten miał władzę. Ale nawet stanowisko kierownika w sklepie czy składzie budowlanym dawało duże możliwości. Zaradność i kombinatorstwo liczyło bardziej niż wiedza i wykształcenie. Zresztą, kto nie pamięta popularnych powiedzonek, o maturze czy PKS-ie. Oczywiście znacząca większość obywateli musiał bo nie miała innego wyjścia przystosować się do panującego systemu, marząc, że kiedyś będzie i u nas tak jak na Zachodzie. Zachodzie, który władza i media próbowały obywatelom zohydzić przedstawiając go jako zgniły kapitalizm. Kapitalizm , w którym rządzi wyzysk i demoralizacja. Dzisiaj w ten sam sposób próbuje się przedstawić Polakom Unię Europejską, czy też poszczególne kraje w tzw. prawdziwie polskich mediach lub tzw. mediach narodowych. Na szczęście wielu ludzi pamięta czas PRL-u a młodzież może przekonać się jak żyją ich równolatkowie we Francji, Włoszech, Hiszpanii czy Portugalii choćby korzystając z programu Erasmus. Polska dzięki wejściu do Unii bardzo się zmieniła. Zniknęły dziurawe jezdnie i chodniki oraz odrapane fasady kamienic czy bloków. Po prostu staliśmy się częścią europy, nie tylko geograficznie ale i gospodarczo i politycznie. Tylko to prawo. Prawo, które nie pozwala kraść i kombinować. Prawo, które nakazuje rozliczyć się z otrzymanych środków co do euro. Prawo, które mówi, że członkostwo w Unii to nie tylko czerpanie korzyści finansowych ale i przestrzeganie Unijnego praw, które jest uchwalane przez wspólny Parlament lub traktaty podpisywane i ratyfikowane przez wszystkie państwa. I tak jak prawo poszczególnych państw jest zmieniane tak i prawo unijne podlega zmianom, w którym uczestniczą wszyscy członkowie Unii. Niestety prawo i standardy unijne nie są do zaakceptowania dla niektórych w Polsce, nawet jeśli to prawo i standardy akceptowali i podpisywali ich przedstawiciele. Dlatego wolą Polexit niż członkostwo w Unii. Wolą ryzyko powrotu do tego co było lub sen o Polsce od morza do morza. Więc wszystko albo nic. Oby tylko nasi wnukowie nie ocenili nas słowami Wyspiańskiego “Miałeś, chamie, złoty róg, miałeś, chamie, czapkę z piór: czapkę wicher niesie, róg huka po lesie, ostał ci się ino sznur, ostał ci się ino sznur.”Data dodania komentarza: 16.03.2026, 18:07Źródło komentarza: Radni nie głosowali nad odwołaniem. Michał Pałyska nadal przewodniczącym
Reklama
Reklama