WG: Kiedy słyszymy hasło „lekcja języka polskiego”, przed oczami staje nam schematyczna analiza wierszy i pisanie rozprawek pod klucz egzaminacyjny. Pani postanowiła to zburzyć.
dr Barbara Głogowska-Gryziecka: Nie tyle zburzyć, ile tchnąć w te teksty nowe życie. Współczesna młodzież funkcjonuje w kulturze głęboko wizualnej. Jeżeli podamy im klasyczną literaturę w skostniałej, wyłącznie podręcznikowej formie, stracimy ich uwagę. Moja innowacja pedagogiczno - metodyczna polega na nauce poprzez działanie, syntezę sztuk i otwieranie humanistyki na świat zewnętrzny. Chcę, żeby młodzi ludzie poczuli, że autorzy sprzed wieków przeżywali dokładnie to samo, co oni dzisiaj.
WG: Mówi Pani o stracie uwagi współczesnego ucznia. Podejrzewam, że początki wcale nie były łatwe. Jak uczniowie – przyzwyczajeni do biernego siedzenia w ławkach – zareagowali na pomysł, że od teraz mają być twórcami? Nie było oporu?
Oczywiście, że na początku pojawia się lekki dystans. Szkoła uczy młodzież konformizmu – podaj regułę, wpisz się w klucz, dostaniesz dobrą ocenę. Kiedy nagle mówię: „Nie ma jednej poprawnej odpowiedzi, chcę zobaczyć waszą interpretację”, na twarzach pojawia się konsternacja. Najtrudniejsze było przełamanie lęku przed popełnieniem błędu. Jednak w momencie, gdy uczniowie poczuli, że ich głos i estetyka są traktowane poważnie, opór minął. Zrozumieli, że nie oceniam ich talentu plastycznego czy reżyserskiego, ale ich zaangażowanie i proces myślowy.
WG: W Pani programie kluczową rolę odgrywają autorskie, interaktywne zajęcia. Jak wyglądają one w praktyce?
Wszystko zamknęłam w konkretnych modułach. Na przykład podczas warsztatów „Instapoetki XX wieku?” brałam pod uwagę wiersze m.in. Haliny Poświatowskiej, Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej, Wisławy Szymborskiej. Uczniowie nie analizują ich tylko w tradycyjny sposób. Sprawdzają za to, jak te poetki budowałyby dziś swoje „zasięgi” i internetową tożsamość. Analizujemy mechanizmy viralowości i okazuje się, że siła emocjonalnego przekazu sprzed lat idealnie pasuje do współczesnego języka sieci.
WG: Łączy Pani literaturę nie tylko z nowymi mediami, ale i z historią sztuki. Mam na myśli kolejne warsztaty, tym razem te dotyczące sekretów kunsztu Leonarda da Vinci.
Tak. Podczas tych warsztatów młodzież wcielała się w rolę detektywów. Na przykładzie Damy z gronostajem uczyła się czytać ukryte symbole, kompozycję i renesansowe techniki malarskie. Z kolei na zajęciach dotyczących twórczości wizualnej Andrzeja Wajdy połączyłam świat literatury z design thinking. Uczniowie podczas zajęć mapowali potrzeby oraz wewnętrzne konflikty bohaterów literackich, a potem przekładali ich stany emocjonalne na sekwencje obrazów i profesjonalne storyboardy filmowe.
WG: Wspomniała Pani o metodzie design thinking. To narzędzie rodem z korporacji. Jak przenieść myślenie projektowe na grunt XIX-wiecznej literatury, na przykład przy omawianiu skomplikowanych dramatów romantycznych?
To prostsze niż się wydaje, bo design thinking u podłoża opiera się na empatii. Kiedy omawiamy na przykład Kordiana czy Dziady, nie zaczynamy od suchych definicji mesjanizmu. Tworzymy tzw. „mapy empatii” bohaterów. Uczniowie muszą odpowiedzieć na pytania: Co ten bohater widzi? Co słyszy w swoim otoczeniu? Co nim kieruje, jakie są jego głębokie frustracje i lęki? Dopiero gdy zmapujemy te emocje, przechodzimy do fazy prototypowania – czyli przekładania jego wewnętrznego rozdarcia na układ kadrów filmowych czy dobór barw w storyboardzie. Klasyka nagle przestaje być obca, staje się psychologicznie bliska.
WG: Patrząc na bogactwo tych tematów, zastanawiam się nad jedną rzeczą. Tego typu innowacje w szkołach bywają jednorazowymi zrywami – nauczyciel robi ciekawy projekt i wraca do tradycyjnego podręcznika. Jak to wygląda u Pani?
Absolutnie nie ma tu mowy o jednorazowym eksperymencie. Te działania trwają od lat i na stałe wpisały się w rytm mojej pracy w KLO im. C. K. Norwida w Garwolinie. To długofalowy proces zmiany mentalnej – zarówno dla mnie, moich uczniów, słuchaczy, jak i dla całej społeczności szkolnej. Dzieje się tak dzięki otwartości na moje pomysły dyrekcji – p. Małgorzaty Małachowskiej oraz p. Małgorzaty Kargol.
WG: Pani działania mocno wykraczają poza samą salę lekcyjną. Słynne stały się już Pani wykłady otwarte i prelekcje naukowe.
Edukacja, która zamyka się w klasie, szybko staje się teoretyczna. Wykłady otwarte, które organizuję dla społeczności szkolnej i mieszkańców Garwolina, mają pokazać literaturę w szerszym kontekście. Najciekawiej jest wtedy, kiedy na sali obok młodzieży siadają dorośli pasjonaci, dyskusja zyskuje zupełnie nową dynamikę.
WG: W realizację tych wszystkich pomysłów silnie zaangażowana jest biblioteka. Jak układa się ta współpraca?
Szkolna czytelnia oraz instytucje zewnętrzne, takie jak chociażby Miejsko-Powiatowa Biblioteka Publiczna w Garwolinie, stały się miejscami naszych spotkań., ponieważ dzisiejsza biblioteka dawno przestała być tylko wypożyczalnią książek, stawia się przed nią wiele innych zadań. W niej młodzież szuka inspiracji ikonograficznych, przegląda unikalne albumy i przygotowuje prace podsumowujące warsztaty. Dzięki temu czytelnia tętni życiem, a uczniowie widzą, że kultura to przestrzeń wspólna, w której mogą bezpiecznie eksperymentować.
WG: A co w sytuacji, gdy uczeń po prostu nie chce czytać? Czy te innowacyjne metody są w stanie wygrać z wszechobecnymi streszczeniami z Internetu?
Moje warsztatowe zadania projektowe są tak skonstruowane, że gotowe opracowania z sieci na nic się nie przydadzą. Internet nie podpowie uczniowi, jak zmapować emocje Kordiana w oparciu o jego konkretny monolog ani tego, jak rozrysować sekwencje kadrów oddające dynamikę tekstu. Młodzież szybko zauważa, że aby stworzyć dobry projekt – stworzyć coś własnego – musi wejść w bezpośredni kontakt z tekstem źródłowym, ponieważ streszczenie staje się dla nich za płytkie. Te metody nie tyle „walczą” ze ściąganiem, ile czynią je bezużytecznym.
WG: Co jest największym sukcesem tej innowacji?
Sukcesem tej innowacji jest to, że uczniowie przestają być biernymi odbiorcami. Kiedy widzę, z jakim zaangażowaniem kłócą się o motywacje bohatera literackiego albo jak precyzyjnie planują kadr filmu na podstawie dziewiętnastowiecznego opisu przyrody, wiem, że cel został osiągnięty. Uczą się współpracy, krytycznego myślenia i zyskują odwagę do wyrażania własnego zdania – a to są najważniejsze kompetencje przyszłości.



Napisz komentarz
Komentarze